Peppa Pig – czy to wartościowa bajka w języku angielskim?

Mała, różowa, przez niektórych nawet uważana za uroczą – Świnka Peppa w całej swej „osobie” – część rodziców uważa ją za koszmar, dla innych jest wybawieniem. Zdania co do tej małej chrumkającej postaci są dość mocno podzielone. Ale dlaczego? Co wzbudza takie kontrowersje wśród rodziców?  I czy te obawy poparte są jakimiś logicznymi argumentami? – przeczytajcie.

 

Zacznę od tegu, że Świnka Peppa była pierwszą obejrzaną przez nas bajką w języku angielskim (w polskim zresztą też – notabene przez około 1,5 roku mieliśmy taką niepisaną zasadę, że bajki oglądamy tylko w języku angielskim – to zmieniło się około 3 urodzin Krzysia, kiedy wprowadziliśmy również bajki w języku polskim).

Ale wracając do tego, jak rozpoczęła się nasza przygoda ze Świnką Peppą – Krzyś miał wtedy trochę ponad dwa lata, byliśmy zamknięci już drugi tydzień w domu z powodu przeziębienia (wtedy jeszcze nie myślałam o mającym nas czekać za dwa lata lockdownie) i już nie miałam siły na wymyślanie kreatywnych i angażujących go zabaw. Po prostu potrzebowałam usiąść w spokoju na 10 min, choćby z nim na kolanach, gdziekolwiek, byle tylko mieć kilka minut spokoju – stąd w mojej nieidealnej głowie (tak jak pewnie wiele razy wspominałam i wspomnę – nie jestem idealną matką) pojawił się pomysł obejrzenia bajki.

Wcześniej Krzyś nie oglądał nic ani na komputerze czy telefonie ani w TV (której notabene w ogóle nie używamy, a telewizor włączamy tylko wtedy, kiedy oglądamy z mężem jakiś film lub serial czyli ostatnio średnio raz na kwartał). Swoją drogą cieszę się, że Krzyś ma już ponad 4 lata i jeszcze nie wie, że są takie kanały telewizyjne, gdzie bajki lecą bez przerwy dzień i noc.

Na początek obejrzeliśmy z Krzysiem jeden odcinek Peppy Pig w języku angielskim – pamiętam do dzisiaj, który to dokładnie był i pamiętam też, jak się pewnie domyślacie, że bardzo się on Krzysiowi spodobał. Mój syn, mimo, że nie był torpedą jeśli chodzi o przyswajanie nowych słów (mówić zaczął standardowo w wieku 2-2,5 roku) bardzo szybko nauczył się prosić o włączenie ulubionej bajeczki powtarzając „Pepa” – to dokładnie pokazuje jak zadziałała motywacja wewnętrzna – chcę obejrzeć bajkę, muszę wiedzieć jak o nią poprosić rodziców.

Ja jednak długo pozostawałam niewzruszona na jego prośby i ustaliłam swój rodzicielski limit jednej bajki dziennie w okresie zimowym i to tylko wtedy, kiedy Krzyś sobie o niej przypomniał. Nasz limit elastycznie się zmieniał w miarę upływu czasu i koniec końców z 5-6 min doszliśmy do około 20-25 min bajek dziennie (piszę ten wpis kiedy Krzyś ma 4,5 roku) – na szczęście „parcie” na bajkę mamy tylko w okresie jesienno-zimowym, wiosną i latem tyle ciekawych rzeczy dzieje się dookoła nas na zewnątrz, że nie mamy na to po prostu czasu.

Obejrzałam z synem chyba wszystkie dostępne na YouTube odcinki, a do naszej biblioteczki trafiło też całkiem sporo książek z Peppą, które około 1-2 lata temu były u nas absolutnym hitem i wiecie co – nigdy nawet na chwilę nie pomyślałam złego słowa o śwince Peppie i jej rodzinie, nigdy też nie poddawałam tej popularnej kreskówki wnikliwej analizie, ale fakt faktem w różnych źródłach znajdziecie sporo głosów zarówno „za”, jak i „przeciw”. Postarałam się je zebrać poniżej.

Na pewno argumentem, który przemawia za tą uroczą świnką jest fakt, że to bajka bez przemocy – czasem, gdy wyszukuję nowe pozycje dla syna (staram się obejrzeć fragmenty najpierw sama, bo nauczona doświadczeniem wiem, że ludzie i producenci bajek mają całkiem inne podejście do tego, czym powinna się charakteryzować kreskówka dla przedszkolaków), albo przez przypadek włączy mi się jakaś reklama bajki dla dzieci na YouTube, jestem przerażona ile w niektórych propozycjach jest przemocy, agresywnego słownictwa, złych wzorców (choć tutaj wnikliwi też mogą się do Peppy przyczepić, o czym później). Daleko mi do idealnego rodzica, ale staram się robić co w mojej mocy, żeby oglądane przez nas bajki czy czytane książki były wartościowe – cały czas swoją drogą oglądam je razem z Krzysiem, dlatego jestem na bieżąco.

Przejdźmy do kwestii językowych, bo przecież szukacie bajki, która pomoże Wam i Waszym dzieciom w codziennej nauce języka angielskiego – język, jakim posługują się bohaterowie bajki jest bardzo prosty, aktorzy oraz lektor mówią wyraźnie i naprawdę bardzo lubię ich słuchać – ach ten przepiękny brytyjski akcent, rozpływam się 🙂 Dlatego uważam, że jest to idealna bajka do rozpoczęcia wspólnej nauki języka angielskiego – nie jest ona zbyt trudna ani zbyt szybka i bez problemów nawet nie znając języka można domyślić się o co chodzi. Język jest w 100% naturalny co jest bardzo ważne – czasy uczenia się słówek, fraz z podręczników już dawno się skończyły, liczy się żywy język.

Niektórzy zarzucają Peppie tendencyjność – i tak, to po części prawda. Tata Świnka jest przedstawiony jako „rozkoszny grubasek”, który lubi popołudnia spędzać przed telewizorem (czasem dołącza też Mama Świnka oraz dzieciaki i wszyscy razem oglądają show Mr Potatoe). Natomiast z drugiej strony jest też Pani Królik – kobieta rakieta, która pracuje w kilku, jak nie kilkunastu miejscach na raz – jest taksówkarką, ratowniczką medyczną, sprzedawczynią w sklepie i pewnie znalazłoby się jeszcze kilka/kilkanaście innych miejsc, w których pracuje. Jest też Mama Świnka, która pracuje przy komputerze, kiedy to Tata Świnka przygotowuje posiłek dla całej rodziny. Dodatkowo to Mama zna się bardziej na technologii, przy czym Tata jest ukazany jako ten gapowaty i trochę nierozgarnięty.

Wiele osób zwraca uwagę na to, że Peppa Pig jest po prostu brzydka jako animacja, ale weźmy pod uwagę, że jest to bajka dla bardzo małych dzieci i one właśnie lubią takie proste rysunki, a nie bardzo skomplikowane. Ja tam w Peppie nie widzę nic dziwnego czy brzydkiego (tak wiem, że sposób w jaki jest ona przedstawiona, z profilu, mógłby w rzeczywistości sugerować, że ma np. czworo oczu), ale może jestem mało wymagająca jako odbiorca wizualny, bo nigdy mi to nie przeszkadzało?

Co ciekawe, niektórzy zarzucają Śwince Peppie również to, że pokazuje dziwną hierarchię i oburzają się widząc, jak w jednym z odcinków Świnka Peppa i jej koleżanka Rebecca Rabbit karmią kaczki nad stawem – to tak jakby, według tych osób, świnie i króliki były wyżej w hierarchii niż właśnie kaczki czy kury. Przyznam, że nigdy nie wpadłabym na taki argument. Oczywiście rozumiem, że Peppa nie jest bajką montessorifriendly, więc po prostu zwolennicy tej metody/filozofii nie będą jej wybierać do wspólnego oglądania czy czytania.

Na koniec dodam, że sporo rodziców z Ameryki i Australii martwi się, że dzieci oglądając przygody chrumkającej Peppy nabywają brytyjskiego akcentu. Biorąc jednak pod uwagę zdania lingwistów nie jest to do końca możliwe/prawdziwe, ponieważ kontakt z kreskówką jest ograniczony (bo raczej nie sądzę, że dzieci oglądają ją non-stop i nie rozmawiają w ogóle ze swoimi rodzicami, przyjaciółmi czy innymi ludźmi). Choć biorąc pod uwagę nasze polskie realia, ja tam nie miałabym nic przeciwko temu, żeby mój syn mówił z przepięknym brytyjskim akcentem 🙂

Podsumowując nie każdemu podoba się Świnka Peppa, dla mnie jednak zawsze najbardziej liczył się fakt, że mój synek dzięki niej zaczął powtarzać pierwsze angielskie słowa, był zaciekawiony książkami z ulubionymi bohaterami – pod względem językowym wyciągnął z niej naprawdę wiele. Myślę, że gdyby to była jedyna bajka, którą by oglądał i to w ilościach nieograniczonych to rzeczywiście byłoby to dość ubogie doświadczenie na płaszczyźnie pozajęzykowej, ale myślę, że te 10 czy 15 min dziennie jeszcze nikomu nie zaszkodziło.

Są oczywiście lepsze bajki niż popularna Peppa (np. cudowny według mnie Bing, o którym napiszę już wkrótce), ale nie można tutaj zarzucić Peppie nic złego – nie będziecie przerażeni włączając ją dzieciom i w panice nie będziecie szukać przycisku do jej szybkiego wyłączenia. A być może dzięki rozpoczniecie Waszą przygodę z językiem angielskim?

 

Zapisz się na newsletter i dołącz do naszej kreatywnej społeczności

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments