Kolorowy potwór – nasze pomysły na zajęcia

„The Colour Monster” to kolejna książka, którą odkrywamy na nowo. Czytaliśmy ją już jakiś czas temu z synem, ale dopiero teraz zagłębiliśmy się znowu w ten ważny temat korzystając z tego, że pogoda w weekend nie zachęcała za bardzo do długich wycieczek. Uzbrojeni w książkę w przepięknej wersji pop-up oraz materiały dodatkowe bawiliśmy się znakomicie.

Pierwsze pytanie, na które chciałabym odpowiedzieć na samym początku wpisu: czy warto kupić książkę typu pop-up, która jest kilkanaście jeśli nie kilkadziesiąt złotych droższa od zwykłej? Moim zdaniem jeśli uczycie języka angielskiego w wielu grupach i raczej nie planujecie szybko tego zmienić to myślę, że takiego „Kolorowego potwora” w wersji z rozkładanymi stronami warto mieć. Jeśli uczycie tylko swoje dzieci to tutaj chwilkę zastanowiłabym się nad tym, bo o ile Wasze dziecko nie jest wielkim fanem czytania jednej historii wiele razy (co może się oczywiście zdarzyć) to może się okazać, że wersja tańsza w zupełności Wam wystarczy.

Kolorowego potwora poznajemy w momencie, gdy jego uczucia są bardzo pomieszane. Główny bohater nie do końca wie, co się z nim dzieje, może i chciałby to zmienić, ale nie wie za bardzo jak. Wtedy wkracza mu na pomoc dziewczynka (w realnym świecie, gdzie potworem jest dziecko, rolę dziewczynki spełnia rodzic), która pomaga potworowi uporządkować emocje i odpowiednio je nazwać. Razem przechodzą przez różne stany emocjonalne: radość, smutek, złość, spokój, a na końcu poznają też czym jest zakochanie. Książka ma prosty tekst, my czytaliśmy po angielsku i potem przetłumaczyliśmy trudniejsze zwroty lub próbowałam je pokazać Krzysiowi stosując gesty.

Po lekturze kolorowego potwora zabraliśmy się do sensorycznych zabaw ryżem i ciecierzycą, które zafarbowaliśmy poprzedniego dnia. Myślę, że idealnie sprawdziłoby się tutaj, gdyby każdy kolor odpowiadający każdej emocji oznaczał też inną fakturę, np. złość – czerwony makaron, szczęście – żółty ryż, smutek – niebieską fasolę, ale my zabieraliśmy się do farbowania sobotniego wieczoru i już nie chciało nam się iść do sklepu 🙂

Rączki kolorowe od wieczornego barwienia 😉

Do zafarbowania, jeśli jeszcze tego nie robiliście, potrzebujecie barwników spożywczych – używam tylko bezpiecznych naturalnych barwników, bo tylko takie mamy w domu i bardzo Wam je polecam. Jakoś nie mam przekonania do barwienia bibułą czy innymi rzeczami, przede wszystkim chcę aby to, co dotykamy było dla nas bezpieczne. Staram się ograniczyć ilość plastiku w domu i dlatego też stawiam na naturalność.

Ryż, fasolę, makaron (suchy) wkładamy do woreczka strunowego wielokrotnego użytku (później go umyjemy i wykorzystamy ponownie), dosypujemy po trochu barwnika, naszego naprawdę nie potrzeba wiele żeby uzyskać pożądany kolor (ja dodaję zawsze końcem małej łyżeczki) dolewamy też odrobinę wody (łyżkę, dwie) – i mocno mieszamy. Potem należy takie zafarbowane produkty spożywcze dobrze wysuszyć, najlepiej przez całą noc wykładając np. na papierowy ręcznik, który najlepiej rozłożyć sobie na jakiejś większej powierzchni np. dużym talerzu lub blaszce do pieczenia.

Rano rozpoczęliśmy zabawę. Najpierw nazwaliśmy kolory i przyporządkowaliśmy je odpowiednim emocjom. Zrobiliśmy też „uczuciometr” który wypełnialiśmy odpowiednim kolorem w zależności od nastroju potworka. Uczuciometr to po prostu słoik z naklejonym kawałkiem filcu, a w nim wycięty potworek. Słoik można również wypełnić wodą i użyć barwnika, jednak wtedy zamiast filcu użyjcie po prostu karki papieru przyklejonej taśmą klejącą.

„Uczuciometr”

Potem cały zabarwiony ryż i ciecierzyca wylądowały na tacy – no i zaczęła się sensoryczna zabawa. Odszukiwaliśmy nazwy emocji i przyporządkowywaliśmy je do odpowiednich potworków, zasypywaliśmy karty obrazkowe i odszukiwaliśmy je, potem całkiem spontanicznie bawiliśmy się foremkami i tym wszystkim, co znajdowało się w domu. Było kilka kolorowych eksplodujących fajerwerków i bardzo brudna podłoga w kuchni i dużo odkurzania 🙂 Ale kto by się takimi drobiazgami przejmował.

Karty od „Head Full of Ideas” – polecamy 🙂

Poźniej zrobiliśmy pracę plastyczną – wykleiliśmy szablon potworka ryżem, oraz Krzyś wykleił potworka, który symbolizował mój nastrój tego dnia – jak widzicie jestem spokojna – mało co może wyprowadzić mnie z równowagi 🙂 Użyliśmy do tego różnych ścinków, które znaleźliśmy w naszym kreatywnym pudełku (czyli pudełku do którego zbieramy wszystkie przydasie, resztki tasiemek, filcu, stare torebki prezentowe itp.).

Szablony od „Head full of Ideas”
A to właśnie ja widziana oczami mojego syna – pełen spokój 🙂

Popołudniu bawiliśmy się trochę w naśladowanie min, używając okładki książki jako ramki, do której wsadzaliśmy głowę – ramka była jednak za mała, dlatego następnego dnia zrobiłam własnoręcznie duuużą ramkę, korzystając z tektury, filcu i kolorowych potworków, zalaminowanych i wyciętych (korzystałam z tych z ebooka od „Uczę w przedszkolu”) – jestem bardzo zadowolona z efektu. Ramka jest duża i na pewno zachęci dzieci do powtarzania słówek. Już nie mogę się doczekać, kiedy zaniosę ją na pierwsze zajęcia 🙂

Jakiś tydzień później otrzymaliśmy nasze własne filcowe potworki, które zakupiliśmy u Asi z z „Uczę w przedszkolu”. Wypatrzyłam je wiele miesięcy, a może nawet lat temu na zagranicznych blogach, ale jako że nie potrafię szyć na maszynie – bez maszyny zresztą za bardzo też nie – bardzo się ucieszyłam, kiedy się dowiedziałam, że można zamówić je od kogoś z Polski 🙂

Czyż nie są urocze :-)?

Zabaw z potworkami może być bardzo wiele, począwszy od wyciągania ich z magicznego pudełka/worka i nazywania emocji, po naśladowanie ich.

Jestem pewna, że warsztaty o „Kolorowym Potworze” spodobają się wszystkim przedszkolakom.

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments