Czy musisz uczyć swoje dziecko języka angielskiego?

Mam wrażenie, że ostatnio ogromnie dużo jest informacji w internecie na temat uczenia swoich własnych dzieci języka angielskiego. Ba, nawet pozwolę sobie napisać, że Ci, którzy nie mogą/nie chcą uczyć swoich własnych dzieci mogą czuć się w jakiś sposób „wykluczeni” z internetowej społeczności ambitnych mam.

To trochę tak jak kobiety, które nie karmią piersią czują na sobie niewygodne, czasem nawet pogardliwe, spojrzenia innych mam karmiących naturalnie.

Dlatego chciałabym się zastanowić w tym wpisie nad bardzo ważnym pytaniem: Czy każdy musi/może/powinien uczyć swoje dziecko języka angielskiego?

Jako nauczycielka i mama często słyszę to pytanie od dorosłych, których uczę lub od rodziców dzieci, których uczę. Wiele z tych osób czuje się wręcz przymuszona do tego, widząc inne mamy, koleżanki z pracy, z którymi spotykają się na żywo lub mają z nimi kontakt poprzez media społecznościowe, które chwalą się postępami swoich dzieci najczęściej na IG lub na FB. Dzieci, które płynnie mówią po angielsku, czytają angielskie książki itp. Najczęściej te dzieci są też zawsze uśmiechnięte, ładnie ubrane, a ich pokoje bardzo nowocześnie urządzone i lśniąco czyste. Część Rodziców czuje się zdołowana tym faktem, że oni nie robią nic lub niewiele w kierunku tego, żeby dać dzieciom jak to się mówi „lepszy start na przyszłość”. Nie uczą ich angielskiego, nie wożą na drogie zajęcia pozaprzedszkolne i nie mają funduszy na zakup dziesiątek książek w języku obcym.

Moje zdanie na temat tego, czy możesz/powinnaś/musisz uczyć swoje dziecko języka angielskiego, jest jednak trochę inne i powinno mieć swój dalszy ciąg, a nawet powinno często zostać poprzedzone innym ważnym pytaniem: „Czy chcesz uczyć swoje dziecko języka angielskiego?” Właśnie to pytanie i szczera odpowiedź na nie jest według mnie tutaj kluczowa.

Możesz uznać, że sama sobie przeczę, bo przecież najprawdopodobniej znalazłaś się tutaj szukając informacji na temat tego jak uczyć swoje dziecko angielskiego, a ja Ci teraz piszę, że możesz nie uczyć albo żebyś zastanowiła się czy naprawdę chcesz to robić? To prawda, ale sądzę, że zastanowienie się nad Twoimi motywacjami jest kluczowe żeby pozwolić Ci działać w dogodny dla siebie sposób, w swoim tempie i w zgodzie z samą sobą i z własnymi zasadami. I nie musisz wcale „wychodzić z własnej strefy komfortu”, „rzucać się na głęboką wodę” itp. robiąc coś wbrew sobie. Świat nie jest tylko czarny (nie uczysz i jesteś złą matką) lub biały (uczysz i jesteś wspaniałą matką), jest pomiędzy naprawdę sporo odcieni szarości.

Chciałabym również poruszyć temat tego, że w dzisiejszych czasach mówi się nam, że wszystko możemy. Coachowie każą nam wizualizować sobie siebie w jakimś konkretnym okresie czasu (np. za rok), kiedy to w mega obcisłej sukience paradujemy na czerwonym dywanie i jeszcze powtarzanie codziennie np. „Schudłam 10 kg” i to jeszcze do lustra, co według wielu teorii mogłoby pozwolić nam osiągnąć nasze sukcesy. Trochę wyolbrzymiam i ironizuję, ale mam nadzieję, że wiesz, o co mi chodzi.

Chcesz mieć willę z basenem – proszę bardzo, wystarczy tylko ciężko pracować, zaplanować to sobie, marketing sieciowy kusi wręcz nieograniczonymi zarobkami, trenerzy fitness pokazują Ci Twoją wymarzoną sylwetkę, którą możesz osiągnąć i tak, rzeczywiście żyjemy w kulcie „możesz wszystko”, a „the sky is the limit”.

Ale według mnie i przepraszam, że to napiszę – nie możesz wszystkiego. Jak mówi obserwowana przeze mnie Ola Budzyńska znana jako Pani Swojego Czasu „wyżej d**y nie podskoczysz” – przepraszam za wulgaryzm, mam nadzieję, że nie czytasz tego razem z dzieckiem. Po prostu w życiu jest czas i miejsce na wiele rzeczy, ale nie na wszystko. Nie da się robić wszystkiego i zapomnijmy o micie, który jest mocno utrwalony w naszej kulturze, że superzorganizowane kobiety mają czas na wszystko: na uczenie swoich dzieci angielskiego/matematyki/czytania globalnego, pracę zawodową (najlepiej rozwijanie własnej firmy), sport, kosmetyczkę, zabawę z dziećmi, czas sam na sam z mężem, czytanie książek i oczywiście śpią minimum 8h na dobę, a w domu jest porządek, a na stole lądują tylko zdrowe posiłki z produktów BIO.

Dlatego chciałabym żebyś zmieniła swoje myślenie i zamiast” muszę” zastanowiła się nad tym co chcesz robić i do czego masz predyspozycje. Być może w uczeniu swojego dziecka angielskiego poczujesz się jak ryba w wodzie, a być może stwierdzisz, że to nie dla Ciebie i wykupisz pakiet lekcji prywatnych, zapiszesz je do szkoły językowej czy na lekcje online? Wybór należy do Ciebie i pamiętaj, jaki by on nie był Twoje nie jesteś gorsza od innych mam.

Jeśli więc wciąż się wahasz i chciałabyś uczyć swoje dziecko języka angielskiego, zapraszam Cię do wysłuchania moich podcastów, w których wspólnie zastanowimy się nad tym jakie są zalety z uczenia własnego dziecka, jakie wady, jakich efektów możesz się spodziewać, jak sobie radzić z problemami. Postaram się przeprowadzić Cię krok po kroku przez te wszystkie etapy i podjąć decyzję.

Pierwszy podcast z tego cyklu pojawi się już wiosną. Dokładne informacje już wkrótce.

Gotowa? No to niedługo startujemy!

Zapisz się na newsletter i dołącz do naszej kreatywnej społeczności

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments